Morza szum, ptaków śpiew, złota plaża pośród drzew – krajobraz to nie tylko widok, który podziwiamy podczas spaceru czy wakacyjnego wyjazdu tak, jak w piosence Czerwonych Gitar. Wpływa na nasze samopoczucie, sposób funkcjonowania i jakość życia, a jego przekształcenia często pozostają z nami na dziesięciolecia. Jak zmienia się krajobraz naszego regionu i co sprawia, że jedne miejsca zachowują swój charakter, a inne tracą swoją wyjątkowość? O znaczeniu krajobrazu dla codziennego życia, lokalnej tożsamości oraz o tym, jak mądrze łączyć rozwój z troską o przestrzeń Pomorza, rozmawiamy z dr. hab. Mariuszem Kistowskim, prof. UG, geografem i ekspertem w dziedzinie zrównoważonego rozwoju, ochrony krajobrazu i planowania przestrzennego.
Szymon Gronowski: – Moim gościem jest dziś dr hab. Mariusz Kistowski, profesor Uniwersytetu Gdańskiego, kierownik Zakładu Badań Krajobrazu i Kształtowania Środowiska w Instytucie Geografii Społeczno-Ekonomicznej i Gospodarki Przestrzennej UG, ekspert w zakresie zrównoważonego rozwoju, ochrony krajobrazu i planowania przestrzennego. Panie Profesorze, zajmuje się Pan problematyką zrównoważonego rozwoju, ochrony środowiska i krajobrazu od blisko 40 lat. Jak w tym czasie zmieniło się w Polsce podejście do krajobrazu i jego znaczenia w procesach rozwoju?
dr hab. Mariusz Kistowski, prof. UG: – Okres mojej aktywności zawodowej objął jeszcze czasy tzw. realnego socjalizmu, potocznie nazywanego komuną. Ustrój ten miał oczywiście wpływ na podejście do krajobrazu i jego ochrony. Możliwości ochrony krajobrazu były wówczas, przynajmniej w teorii, znacznie bardziej ograniczone niż obecnie.
Pierwsze działania w tym obszarze podejmowałem już pod koniec lat 70., ale przede wszystkim w latach 80., podczas studiów i tuż po nich. Entuzjazm i spontaniczność inicjatyw związanych z ochroną środowiska i krajobrazu były wówczas ogromne – niekiedy, jak mi się wydaje, znacznie większe niż obecnie. Dobrym przykładem jest działalność Polskiego Klubu Ekologicznego, który w latach 80. i na początku lat 90. był prawdopodobnie najbardziej rozpoznawalną organizacją pozarządową zajmującą się ochroną środowiska, w tym także krajobrazu. Był to okres działań mniej sformalizowanych, za to bardzo spontanicznych i entuzjastycznych.
Nie oznacza to, że było łatwo. Problemów związanych z krajobrazem było wiele, choć – jak jeszcze zapewne wspomnę – prawdopodobnie mniej niż obecnie. Później rozpoczęła się transformacja społeczna, gospodarcza i ustrojowa: przełom lat 80. i 90. oraz właściwie całe lata 90. Społeczeństwo zaczęło nadrabiać materialne zaległości z poprzedniego ustroju, a dominującą rolę zaczęła odgrywać konsumpcja. Dotyczyła ona różnych sfer, w tym także „konsumpcji przestrzeni”, czyli przede wszystkim krajobrazu.
W pierwszej kolejności zaczęto rozwiązywać najpoważniejsze problemy ochrony środowiska. Polska była krajem bardzo zanieczyszczonym, również wizualnie, w sensie krajobrazowym. Entuzjazm społeczny nadal się utrzymywał, ale podczas transformacji popełniono wiele błędów, których konsekwencje do dziś widzimy w jakości krajobrazu.
Jednym z najbardziej charakterystycznych przykładów jest sposób postępowania z dawnymi Państwowymi Gospodarstwami Rolnymi. Obejmowały one ogromną powierzchnię kraju – blisko jedną trzecią – i zostały praktycznie w całości sprywatyzowane. Można było wcześniej zinwentaryzować niewielką część terenów o najwyższych walorach krajobrazowych i pozostawić je w rękach państwa, nadal prowadząc tam gospodarkę rolną, ale w sposób zrównoważony, pozwalający utrzymać harmonię krajobrazu pod względem wizualnym, strukturalnym i funkcjonalnym. Tak się nie stało i obecnie ponosimy tego konsekwencje, między innymi w postaci nadmiernej zabudowy.
Kolejnym wyzwaniem były zmiany przepisów dotyczących planowania przestrzennego. Nie bez powodu mówi się, że planowanie i gospodarka przestrzenna należą do najważniejszych instrumentów ochrony środowiska i krajobrazu. Po 1990 roku zrezygnowano z opracowywania planów zagospodarowania przestrzennego dla tzw. obszarów funkcjonalnych. Planowanie powiązano wyłącznie z jednostkami administracyjnymi, przez co nie można było przygotowywać wspólnych planów dla części kilku jednostek o zbliżonych funkcjach.
Dotyczyło to między innymi parków krajobrazowych, które wcześniej posiadały takie plany. Nadmorski Park Krajobrazowy miał plan przygotowany w latach 80. pod kierunkiem doktora Walickiego, znanego architekta i urbanisty. Trójmiejski Park Krajobrazowy również już wtedy istniał i jest jednym z najstarszych w Polsce. Plany były oczywiście dokumentami papierowymi, ale czasem dawały większe możliwości działania niż te, które mamy dzisiaj.
Polska była krajem bardzo zanieczyszczonym, również wizualnie, w sensie krajobrazowym. Entuzjazm społeczny nadal się utrzymywał, ale podczas transformacji popełniono wiele błędów, których konsekwencje do dziś widzimy w jakości krajobrazu.
Zmiana systemu ekonomicznego oraz zasad planowania przestrzennego doprowadziła do sytuacji, którą obserwujemy od początku XXI wieku: masowego i bardzo zróżnicowanego inwestowania w przestrzeń. Szczególnie od dwóch–trzech lat problemy te się nasilają. Wiąże się to między innymi z reformą planistyczną, planami ogólnymi gmin oraz decyzjami o warunkach zabudowy, których możliwość uzyskiwania poza planami była wielokrotnie przedłużana.
Badacze wyliczali, że obowiązujące dokumenty planistyczne teoretycznie pozwalają na lokalizację w Polsce budynków mogących pomieścić od około 80 do – w skrajnych szacunkach – nawet 160 milionów mieszkańców. Nie trzeba tłumaczyć, co oznacza taka skala przy obecnej sytuacji demograficznej.
Nie mam więc poczucia, że znaczenie krajobrazu w naszym życiu, planowaniu i codziennym postępowaniu wyraźnie wzrosło. Jego pozycja pozostaje raczej stabilna. Deklarujemy, że lubimy piękny krajobraz i chcemy w nim przebywać, ale takie deklaracje dotyczą stosunkowo wąskiej grupy osób i często nie przekładają się na rzeczywiste zachowania sprzyjające jego ochronie.
– Przejdźmy zatem do podstawowego pytania: czym właściwie jest krajobraz? Często postrzegamy go jako coś estetycznego lub atrakcyjnego turystycznie. Jak można go zdefiniować z perspektywy naukowej?
– Pojęcie krajobrazu pojawia się w większości moich wykładów, badań i artykułów. W potocznym rozumieniu oznacza przede wszystkim widok z określonego miejsca – to, co widzimy wokół siebie. Podejście naukowe jest jednak nieco inne, choć oczywiście uwzględnia również aspekt wizualny i widokowy.
Krajobraz jest odmiennie rozumiany w geografii, biologii czy architekturze krajobrazu. Mnie najbliższa jest geografia, ale nawet w jej obrębie – choć pojęcie krajobrazu jest tam prawdopodobnie stosowane najszerzej, zarówno w nauce, jak i praktyce – nie ma pełnej zgodności co do definicji.
Od czasów studiów uważam się za geografa fizycznego kompleksowego. Dziś częściej mówi się w tym kontekście o geoekologii lub ekologii krajobrazu, choć ta ostatnia dyscyplina znajduje się już na styku geografii i biologii. Z perspektywy tych dziedzin krajobraz bywa utożsamiany ze środowiskiem przyrodniczym – można wręcz postawić znak równości między tymi pojęciami.
Biolodzy częściej koncentrują się na krajobrazie roślinnym, natomiast w architekturze krajobrazu rozumienie tego pojęcia jest bliższe znaczeniu potocznemu. Oczywiście badanie i projektowanie krajobrazu przez architektów krajobrazu opiera się na podstawach naukowych.
– Dlaczego krajobraz jest tak ważny z perspektywy codziennego życia mieszkańców?
– Jego znaczenie wynika z wielu aspektów. Krajobraz jest nam potrzebny między innymi ze względów psychologicznych: wpływa na samopoczucie oraz zdrowie psychiczne, a w pewnym stopniu także fizyczne. Szczególnie ważne są krajobrazy otwarte, zapewniające szeroki zasięg widoku. Oddziałują one na nasze codzienne zachowania i stan emocjonalny, choć często prześlizgujemy się nad tym znaczeniem i nie poświęcamy mu dostatecznej uwagi.
Istotne jest również to, z jakich elementów składa się krajobraz. Znaczenie mają między innymi stopień jego naturalności, czyli poziom przekształcenia przez człowieka oraz mozaikowatość i urozmaicenie. Cechy te wpływają na sposób, w jaki krajobraz odbieramy, a także na nasze zachowanie.
W latach 70. rozwinął się nurt badań nad krajobrazem multisensorycznym, po polsku nazywanym wielozmysłowym. Oprócz wzroku analizowano również to, jak krajobraz słyszymy i odbieramy za pomocą węchu, dotyku, czy nawet smaku. Prowadzono nawet badania z udziałem osób niewidomych, aby lepiej poznać rolę innych, silniej wykorzystywanych przez nie zmysłów.
Deklarujemy, że lubimy piękny krajobraz i chcemy w nim przebywać, ale takie deklaracje dotyczą stosunkowo wąskiej grupy osób i często nie przekładają się na rzeczywiste zachowania sprzyjające jego ochronie.
– W przygotowanym około 20 lat temu „Studium ochrony krajobrazu województwa pomorskiego”, jako autorzy wskazali Państwo najważniejsze walory, zagrożenia oraz obszary wymagające szczególnej ochrony. Które z ówczesnych diagnoz pozostają aktualne również dzisiaj?
– Najpierw warto powiedzieć kilka słów o samym opracowaniu. Powstało ono w latach 2005–2006 dzięki szerokiemu spojrzeniu ówczesnych władz samorządowych województwa pomorskiego. Był to okres ratyfikacji przez Polskę Europejskiej Konwencji Krajobrazowej – dokumentu Rady Europy, a nie Unii Europejskiej. Jego ranga prawna i obowiązek wdrażania są więc mniejsze niż w przypadku dyrektyw unijnych. Polska ratyfikowała konwencję dopiero pięć lat po jej podpisaniu we Florencji.
Po ratyfikacji samorząd województwa zaproponował przygotowanie opracowania. Wykonaliśmy je wspólnie z profesor Bogną Lipińską z Wydziału Architektury Politechniki Gdańskiej oraz dr Barbarą Korwel-Lejkowska z naszego zakładu. Było to pierwsze tego typu opracowanie na poziomie regionalnym, wojewódzkim w Polsce – można je uznać za rodzaj pra- lub protoaudytu krajobrazowego, podczas gdy właściwe audyty zaczęto sporządzać kilkanaście lat później.
Wracając do pytania: niestety potwierdziła się przede wszystkim diagnoza, że stan krajobrazu systematycznie się pogarsza – pod względem jakości, harmonii, atrakcyjności i przydatności dla różnych potrzeb.
Można wskazać obszary, które uznaliśmy wówczas za najbardziej atrakcyjne krajobrazowo. Była to część terenów nadmorskich, choć według przyjętych kryteriów Mierzeja Helska wcale nie znalazła się wśród najwyżej ocenionych. Wysoko ocenialiśmy również znaczną część pojezierzy, między innymi Pojezierze Kaszubskie i Bytowskie, a także Dolinę Wisły, szczególnie jej historyczne układy osadnicze. Niestety krajobraz większości tych terenów został od tamtej pory dość poważnie zdegradowany.
Nieustannie słyszymy o sporach związanych z planami zagospodarowania strefy wybrzeża – zwłaszcza mierzei, ale także wybrzeża otwartego morza na północy województwa. Z jednej strony występuje silna presja inwestycyjna, z drugiej działają grupy próbujące przeciwdziałać jej masowej skali.
Bardzo intensywny jest również proces suburbanizacji w otoczeniu aglomeracji trójmiejskiej. Prowadzi on do często spektakularnej degradacji krajobrazu. Ogromna presja dotyczy także terenów pojeziernych i ma w znacznej mierze charakter rekreacyjny. Dawna zabudowa rekreacyjna z lat 70. i 80. była często substandardowa – były to niewielkie budki, przyczepy lub konstrukcje z desek. Dzisiaj powstają porządne domy, ale kiedy są duże, bardzo zagęszczone, a na małych działkach dodatkowo ustawia się tzw. domki holenderskie, pojawia się ogromny chaos przestrzenny. Ograniczany jest także dostęp do wód i jezior.
Cennym obszarem są również Żuławy. Presja nie jest tam na szczęście aż tak masowa jak w niektórych innych częściach regionu, ale pojawiają się problemy związane z energetyką wiatrową. Wiemy, że inwestycje w odnawialne źródła energii – przede wszystkim energię wiatrową, ale również słoneczną – są ważne dla transformacji energetycznej. Jednocześnie farmy wiatrowe mogą wyraźnie zaburzać krajobraz.
– Dotyczy to zarówno farm lądowych, jak i morskich?
– Morskich niekoniecznie. Jeżeli instalacje znajdują się kilka, a najlepiej kilkanaście kilometrów lub mil od brzegu, ich wpływ wizualny i krajobrazowy jest niewielki. Trzeba jednak brać pod uwagę inne oddziaływania, między innymi na ekosystem i dno morza, i odpowiednio je wyważać. Ze względu na znacznie większą ilość energii, którą można tam pozyskać, lokalizacje morskie wydają się rozsądniejsze, choć oczywiście także mają swoje zalety i wady, również w wymiarze bezpieczeństwa.
W pewnym sensie byliśmy w regionie prekursorami energetyki wiatrowej. Pierwsza elektrownia wiatrowa w województwie stanęła w Lisewie, w rejonie Żarnowca, obok elektrowni wodnej. Drugą lokalizowaliśmy w Swarzewie, przy oczyszczalni ścieków. W 2006 roku wspólnie z magistrem Niecikowskim, wówczas moim studentem, a później przez kilka lat pracownikiem naszego zakładu, przygotowaliśmy publikację dotyczącą lokalizacji farm wiatrowych w regionie, w tym także farm morskich. Pierwszą mapę obszarów planowanych pod morską energetykę wiatrową w Ministerstwie Środowiska widziałem około 22 lat temu. Oznacza to, że od pierwszych przymiarek do prawdopodobnego uruchomienia farm minie mniej więcej ćwierć wieku.
Krajobraz jest nam potrzebny między innymi ze względów psychologicznych: wpływa na samopoczucie oraz zdrowie psychiczne, a w pewnym stopniu także fizyczne. Szczególnie ważne są krajobrazy otwarte, zapewniające szeroki zasięg widoku. Oddziałują one na nasze codzienne zachowania i stan emocjonalny, choć często prześlizgujemy się nad tym znaczeniem i nie poświęcamy mu dostatecznej uwagi.
– Po części odpowiedział Pan już na moje kolejne pytanie o zmiany w pomorskim krajobrazie, których skutki są niemożliwe lub bardzo trudne do odwrócenia. Odwróćmy je więc i spójrzmy bardziej optymistycznie: czy w ostatnich latach zaszły również zmiany na lepsze?
– Oczywiście zawsze można wskazać pewne pozytywne zmiany. Jedną z nich było wejście w życie tzw. ustawy krajobrazowej. W 2014 roku pracowałem w zespole, któremu Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska zleciła opracowanie metodyki audytu krajobrazowego. Przy GDOŚ działał i nadal formalnie działa Sekretariat Europejskiej Konwencji Krajobrazowej, choć od kilku lat jego aktywność jest niestety bardzo ograniczona.
Przygotowanie metodyki trwało rok. Pracowało nad nią kilka, a momentami nawet kilkanaście osób. Nie była idealna i wymagała korekt, ale umożliwiła późniejsze przyjęcie odpowiednich regulacji. Ustawa krajobrazowa doprowadziła do zmian w szeregu innych ustaw, a na ich podstawie wykonywane są audyty krajobrazowe. Z tego, co wiem, ostatnie dwa województwa są obecnie na finiszu tych prac.
To niewątpliwie zaleta: mamy podstawy planistyczne i projektowe oraz dokumenty, które mogą być wykorzystywane w praktyce. Teraz jednak zacznie się trudniejszy etap, czyli ich rzeczywiste wdrażanie.
Pozytywne jest również to, że niektóre elementy krajobrazu – zarówno przyrodniczego, jak i kulturowego – są dziś lepiej chronione niż wcześniej, choć ochrona ta ma najczęściej charakter punktowy i obejmuje niewielkie obszary. Sztandarowym przykładem krajobrazu kulturowego jest Swołowo, czyli Kraina w Kratę, wieś w okolicach Słupska. To niemal wzorcowe połączenie funkcjonującej gospodarczo i społecznie miejscowości z ochroną krajobrazu kulturowego, aktywnym udziałem mieszkańców oraz licznymi wydarzeniami kulturalnymi. Takie działania należy zdecydowanie wspierać.
Wspominam o tym również dlatego, że w ostatnich dniach pojawiła się medialna dyskusja wokół objęcia ochroną konserwatorską wsi Ostaszów na Dolnym Śląsku. Jest to niewielka miejscowość, obejmująca kilkanaście gospodarstw, ale zachowana w niemal pierwotnej formie pod względem krajobrazu, architektury i układu przestrzennego. Jednocześnie jest to dziedzictwo w pewnym sensie niewygodne lub niechciane, ponieważ budynki wzniesiono w 1936 roku w ramach akcji osadniczej prowadzonej przez władze III Rzeszy.
Nieustannie słyszymy o sporach związanych z planami zagospodarowania strefy wybrzeża – zwłaszcza mierzei, ale także wybrzeża otwartego morza na północy województwa. Z jednej strony występuje silna presja inwestycyjna, z drugiej działają grupy próbujące przeciwdziałać jej masowej skali.
Z wypowiedzi konserwatora zabytków wynikało, że organizowano spotkania z mieszkańcami. Często jednak takie spotkania ograniczają się do przedstawienia stanowisk obu stron, bez rzeczywistego uzgodnienia podejścia. Prawdopodobnie za mało rozmawiano o tym wcześniej, a mieszkańcy poczuli się zaskoczeni. Być może można było znaleźć rozwiązanie pośrednie i przeprowadzić ten proces lepiej, ale takie obszary bez wątpienia trzeba chronić.
W przypadku krajobrazu przyrodniczego pozytywnym zjawiskiem jest szeroka akcja tworzenia rezerwatów przyrody prowadzona w ostatnich trzech–czterech latach. Rezerwaty kojarzymy głównie z ochroną przyrody ożywionej i jej elementów biotycznych, ale przy okazji chronimy także krajobraz. Nie chodzi wyłącznie o lasy, lecz również o obszary otwarte: mokradła, torfowiska, bagna czy murawy, tworzące cenne krajobrazy.
– Rozwój regionu wiąże się z budową mieszkań, dróg oraz infrastruktury energetycznej i turystycznej. W jaki sposób można pogodzić te potrzeby z ochroną krajobrazu? Gdzie powinna przebiegać granica dopuszczalnych przekształceń?
– Najłatwiej byłoby odpowiedzieć, że gdybym znał jednoznaczną granicę, potrafilibyśmy rozwiązać wszystkie istniejące problemy. Tak jednak nie jest. Mamy do czynienia z immanentną sprzecznością między dążeniem człowieka do zagospodarowywania przestrzeni a potrzebą utrzymania zrównoważonego, harmonijnego krajobrazu – jego odpowiedniej struktury, procesów, które w nim zachodzą oraz wyglądu.
Od lat, przy różnych okazjach, nakładamy na siebie dwa modele układów przestrzennych – dla całej Polski lub jej mniejszych części. Pierwszy to węzłowo-pasmowy układ infrastruktury, który w ostatnich latach bardzo intensywnie się rozwija, między innymi dzięki większym możliwościom finansowym. Jego węzłami są układy osadnicze i urbanistyczne, połączone pasmami infrastruktury: autostradami, drogami ekspresowymi, liniami kolejowymi, a w przyszłości również kolejami dużych prędkości. Infrastruktura ta coraz silniej dzieli i izoluje przestrzeń.
Nie da się realizować takich inwestycji bez przecinania elementów przyrodniczych i krajobrazowych. Rolą planistów jest więc szczegółowa analiza najbardziej kolizyjnych miejsc, w których system infrastrukturalny przecina się z drugim systemem, czyli przyrodniczym. Obejmuje on bardzo różne elementy: wody stojące i płynące, lasy, bagna, zadrzewienia liniowe i inne struktury przyrodnicze. Tam, gdzie oba systemy na siebie nachodzą lub znajdują się blisko siebie, planowanie powinno być szczególnie przemyślane.
Najbardziej znanym przykładem takiego sporu była walka o przebieg drogi ekspresowej przez Dolinę Rospudy w północno-wschodniej Polsce, blisko dwie dekady temu. Na szczęście nie zrealizowano pomysłów ówczesnego Ministerstwa Środowiska dotyczących między innymi budowy tunelu pod Rospudą. Chociaż w znacznym stopniu wykonano wariant naziemny, który następnie porzucono, ostatecznie wybrano przebieg mniej szkodliwy dla przyrody i krajobrazu.
Sztandarowym przykładem krajobrazu kulturowego jest Swołowo, czyli Kraina w Kratę, wieś w okolicach Słupska. To niemal wzorcowe połączenie funkcjonującej gospodarczo i społecznie miejscowości z ochroną krajobrazu kulturowego, aktywnym udziałem mieszkańców oraz licznymi wydarzeniami kulturalnymi.
– Podobna sytuacja dotyczy planowanych obecnie kolei dużych prędkości, prawda?
– Dokładnie. Takich przykładów i problemów będzie bardzo dużo. Mają one wymiar ekonomiczny, ale interesują nas również konsekwencje społeczne, środowiskowe, przyrodnicze i krajobrazowe. Dylematów jest wiele.
Konfliktów na osi inwestycje – ochrona krajobrazu nie unikniemy. Możemy jedynie łagodzić je w większym lub mniejszym stopniu. Hasło rozwoju – niestety nie zawsze zrównoważonego – nadal dominuje zarówno na świecie, jak i w Polsce. Samo słowo „rozwój” jest zbyt często rozumiane w sposób agresywny wobec środowiska i krajobrazu, a zbyt rzadko jako rozwój zrównoważony. Nie sądzę, aby w najbliższych dekadach sytuacja w tym zakresie znacząco się zmieniła.
– Jest Pan członkiem zespołu koordynacyjnego Zielonej Księgi Krajobrazów Polski oraz współkoordynuje część poświęconą relacjom człowiek–krajobraz. Dlaczego przygotowanie takiego opracowania jest obecnie potrzebne? W jaki sposób społeczny wymiar krajobrazu powinien być – i jest – uwzględniany w planowaniu przestrzennym?
– Są to działania prowadzone równolegle z przygotowywaniem i stopniowym wdrażaniem audytów krajobrazowych. Sama inicjatywa jest stosunkowo nowa i jeszcze niezbyt powszechnie znana. Zielona Księga Krajobrazów Polski została zainicjowana przez Komitet Nauk Geograficznych Polskiej Akademii Nauk około dwa i pół roku temu. Najważniejszą rolę w uruchomieniu przedsięwzięcia odegrał prof. Przemysław Śleszyński z Polskiej Akademii Nauk w Warszawie – geograf zajmujący się krajobrazem i geografią społeczno-ekonomiczną. Jego zapał, entuzjazm oraz umiejętność gromadzenia i motywowania ludzi sprawiły, że obecnie całym przedsięwzięciem kieruje siedem–osiem osób, a do szerokiego zespołu weszło około 200 osób.
Planowane jest przygotowanie około 40 subraportów. Nawet jeśli powstanie 30 lub nieco ponad 20, będzie to ogromny sukces, ponieważ praca jest wykonywana całkowicie społecznie. Liczymy, że raporty staną się później dobrą podstawą monografii i artykułów naukowych, a jednocześnie umożliwią praktyczne działania. Nadal szukamy jednak środków na publikacje.
W ostatnich dniach pojawiła się dość konkretna deklaracja Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska, że sfinansuje przynajmniej część wydawnictw. Sama inicjatywa jest potrzebna po to, aby rozwijać jak najwięcej oddolnych działań na rzecz ochrony krajobrazu. Działań bardziej sformalizowanych, związanych z audytami czy wprowadzaniem przez samorządy uchwał krajobrazowych – potocznie nazywanych także uchwałami reklamowymi, ponieważ mają ograniczać chaos reklamowy w miastach i gminach – nadal jest w Polsce stosunkowo niewiele.
Konfliktów na osi inwestycje – ochrona krajobrazu nie unikniemy. Możemy jedynie łagodzić je w większym lub mniejszym stopniu. Hasło rozwoju – niestety nie zawsze zrównoważonego – nadal dominuje zarówno na świecie, jak i w Polsce.
Trzeba więc działać oddolnie. Złudne byłoby oczekiwanie, że społeczeństwo masowo zaangażuje się w takie inicjatywy. Należy jednak zapewnić mu dobre podstawy naukowe, przedstawione w przystępny i zrozumiały sposób. Trzeba tłumaczyć, że ochrona krajobrazu – tak jak w przypadku wspomnianej dolnośląskiej wsi – może przynosić mieszkańcom nie tylko problemy, ograniczenia czy straty, lecz także realne korzyści.
Mieszkańcy Ostaszowa podkreślają, że ich miejscowość nie jest wsią turystyczną, ale leży ona na skraju bardzo interesującego przyrodniczo i krajobrazowo Przemkowskiego Parku Krajobrazowego, w sąsiedztwie rozległych kompleksów stawów i lasów. Wiele osób już dziś przyjeżdża w te okolice na wypoczynek. Poszerzenie oferty o elementy kulturowe związane z wsią mogłoby przynieść mieszkańcom korzyści. Nie chodzi przy tym o turystykę masową, lecz raczej specjalistyczną, kwalifikowaną, opartą na szczególnych walorach miejsca.
Uspołecznienie ochrony krajobrazu jest sprawą podstawową. Mamy nadzieję, że w 2027 roku uda się opublikować ponad 20 planowanych monografii oraz większą syntezę książkową w języku polskim i angielskim. Powinna być ona skierowana nie tylko do naukowców, lecz przede wszystkim do społeczeństwa i codziennych odbiorców.
– Trzymamy więc kciuki, aby wszystkie publikacje doszły do skutku. Dziękuję bardzo za rozmowę.
– Dziękuję uprzejmie.
Rozmawiał Szymon Gronowski
BIO:
Prof. UG dr hab. Mariusz Kistowski, gdańszczanin, absolwent geografii UG na specjalności kształtowanie i ochrona środowiska (1987). Od 1986 pracownik naukowo-dydaktyczny UG. Specjalizujący się początkowo w problematyce geoekologii (ekologii krajobrazu) i ochrony środowiska, zainteresowania badawcze poszerzył na rozwój zrównoważony, sozologię, przyrodnicze uwarunkowania gospodarki przestrzennej czy ochronę krajobrazu. Autor blisko 300 publikacji, w tym 19 książkowych (m.in. „Regionalny model zrównoważonego rozwoju i ochrony środowiska Polski a strategie rozwoju województw, 2003 i „Atlas sozologiczny gmin Polski 2000-2009”, 2012). Wykonawca licznych projektów aplikacyjnych, szczególnie dla potrzeb administracji państwowej, m.in. dotyczących uwarunkowań rozwoju energetyki (jądrowej, wiatrowej). Współtwórca metodyki audytów krajobrazowych. W latach 80. i 90. XX w. aktywny członek stowarzyszeń proekologicznych, m.in. Polskiego Klubu Ekologicznego. W kolejnych dekadach w wielu organach opiniodawczo-doradczych administracji rządowej i samorządowej (m.in. Rada ds. Zrównoważonego Rozwoju przy Premierze RP, Komisje ds. Ocen Oddziaływania na Środowisko, Rady Parków Krajobrazowych, Wojewódzka Komisja Urbanistyczno-Architektoniczna i Regionalna Rada Ochrony Przyrody w Gdańsku). Od 15 lat przewodniczący Rady Pomorskich Parków Krajobrazowych. Laureat nagród, m.in. im. Prof. J. Kołodziejskiego (2003) i Ministra Środowiska (2006). Pasjonat muzyki, głównie blues-rockowej oraz historii, szczególnie ziem dzisiejszej Ukrainy i Europy południowo-wschodniej.
